Poziomki I Siódma pieczęć

 O  człowieku, który próbuje rozegrać rozumem sprawy, których być może rozegrać się nie da

.


Kiedy trzeba odejść od szachownicy

Są pytania, które wyglądają jak zadania do rozwiązania.

Jeśli będziemy dostatecznie długo myśleć, czytać, analizować, przesuwać figury z jednego pola na drugie, może w końcu odkryjemy właściwą odpowiedź.

Dlaczego jesteśmy?
Dlaczego cierpimy?
Dlaczego Bóg milczy?
Co znajduje się po drugiej stronie życia?

I przede wszystkim: czy można nabrać wobec śmierci takiej pewności, żeby już się jej nie bać?

Bohater Siódmej pieczęci, rycerz Antonius Block, gra ze Śmiercią w szachy. I im dłużej o nim myślę, tym mniej widzę w nim człowieka niewierzącego.

Widzę natomiast człowieka straszliwie zmęczonego poszukiwaniem odpowiedzi.

Może Block nie utracił Boga. Może utracił zdolność pozostawania bez odpowiedzi.

Chciałby wiedzieć. Mieć pewność. Dotknąć prawdy i powiedzieć: teraz rozumiem. Teraz mogę spokojnie przestawić ostatnią figurę.

Tylko że z Bogiem nie bardzo można grać w szachy.

Ze śmiercią zresztą także nie.

Gra, której nie można wygrać

Jest coś przejmującego w człowieku siedzącym naprzeciw Śmierci i zastanawiającym się nad kolejnym ruchem.

Jeszcze ruch.

Jeszcze trochę czasu.

Jeszcze jedno pytanie.

Być może właśnie tutaj tkwi jeden z najbardziej ludzkich odruchów: próbujemy zapanować myślą nad tym, nad czym zapanować nie możemy.

A przecież każdy szachista wie, że bezustanne analizowanie wyczerpuje. Po pewnym czasie przestaje się widzieć szachownicę. Umysł zaczyna krążyć po tych samych drogach.

Może więc w którymś momencie należałoby zrobić coś zupełnie nieprzewidzianego.

Odejść od szachownicy.




Poziomki

I wtedy pojawiają się one.

Poziomki. Mleko. Zwyczajna chwila spędzona z drugim człowiekiem.

Lubię myśleć, że Bergman umieścił w swoim ponurym średniowiecznym świecie również coś niepozornego, czego nie sposób zamknąć w wielkim systemie filozoficznym: zwyczajne życie.

Może nie każda odpowiedź musi przychodzić w postaci odpowiedzi.

Czasem odpowiedzią może być czyjaś obecność.

Smak.

Światło.

Dziecko.

Rozmowa.

Śmiech.

Chwila, podczas której człowiek przestaje rozwiązywać tajemnicę własnego istnienia i po prostu w nim uczestniczy.

I być może wtedy odkrywa coś zdumiewającego:

świat nie czekał, aż go zrozumiemy. Świat przez cały czas trwał.



A Śmierć?

Ona oczywiście pozostaje.

Nie zamierzam udawać, że jej nie ma. Byłoby to dość osobliwe po obejrzeniu Siódmej pieczęci.

Przychodzi mi jednak do głowy, że memento mori można odczytać inaczej niż jako ponure ostrzeżenie.

Pamiętaj, że umrzesz.

Dobrze.

Ale jeżeli śmierć jeszcze po mnie nie przyszła, z tego zdania wynika przecież również drugie:

pamiętaj, że żyjesz.

Memento vivere.

W średniowiecznym danse macabre zatańczą ostatecznie wszyscy. Król i żebrak, uczony i prostaczek, święty i grzesznik. Wobec śmierci nasze starannie budowane hierarchie okazują się zadziwiająco nietrwałe.

Ale zanim rozpocznie się taniec, pozostaje jeszcze życie.

Może krótkie.
Może nieprzewidywalne.
Na pewno niedoskonałe.

Ale nasze.

Cisza

A może największym problemem Blocka nie jest wcale niewiara.

Może jest nim niemożność pogodzenia się z ciszą.

Chciałby, żeby Bóg odpowiedział wyraźnie. Tymczasem człowiek może wołać i nie otrzymać takiej odpowiedzi, jakiej oczekiwał.

I tutaj pojawia się pytanie, które zostaje ze mną po filmie:

czy milczenie Boga oznacza nieobecność Boga?

Nie wiem.

I może właśnie owo „nie wiem” jest miejscem znacznie uczciwszym niż wszystkie efektowne odpowiedzi.

Nie wiem, czym jest śmierć.

Nie wiem, dlaczego świat jest właśnie taki.

Nie wiem, co zobaczę, kiedy skończy się moja własna partia.

Ale dzisiaj jeszcze przy niej siedzę.

A właściwie nie.

Na chwilę odchodzę od szachownicy.

Są poziomki.


Komentarze